
Tak zatytułowała swoje wrażenia pani Joanna K. z woj. Podkarpackiego. – Jedną Wigilię rozpoczęłam o godz. 14. kiedy p. Zdzisława przekazywała swoją energię. Mam 75 lat i od 2000 roku nie wychodzę z domu. Cierpię na zwyrodnienie stawów i z trudem mogę poruszać się po własnym mieszkaniu. Mam sztywne prawe biodro i nieruchome kolano. Korzystam z opieki pielęgniarki, która robi mi zakupy, gotuje i sprząta. Jeden syn mieszka w Szczecinie i widuję go raz na kilka lat. Czasem odwiedzają mnie też koleżanki z dawnej pracy. Moje życie więc nie jest najweselsze. Byłam nauczycielką i od czasu do czasu kontaktują się ze mną dawni uczniowie, przynoszą mi książki i gazety. Od jednego z nich dostaję „Uzdrawiacza” i korzystam z waszych porad i przekazów energetycznych. Z energii p. Zdzisławy korzystam od trzech lat, a ostatni wigilijny przekaz bardzo mnie wzmocnił. Jak już wspomniałam, była to moja pierwsza Wigilia. Jak dzieliłam się opłatkiem wieczorem z moją Panią pielęgniarką byłam silna i nie odczuwałam żadnych dolegliwości. Żartowałam, że to dzisiaj już moja druga Wigilia. Energia p. Zdzisławy pozwoliła mi na obejrzenie w telewizji całej pasterki z Rzymu. Jestem p. Wawrzyniak i Redakcji ogromnie wdzięczna. |

- Przeczytałam o seansie wigilijnym Pani Wawrzyniak – pisze p. Agata J. z Przemysla – ale niezbyt wierzyłam jego skuteczność. Niemniej usiadłam o godz. 14 w fotelu. Namówiła mnie do tego matka, która już wcześniej korzystała z energii p. Zdzisławy. To co przeżyłam było niesamowite. Krótko po godz. 14 przeszedł po mnie dreszcz, jakby przez ciało przepłynął prąd elektryczny. Cała się trzęsłam i nie byłam w stanie zapanować nad moimi ścięgnami i mięśniami. Po ustaniu dreszczy byłam tak zmęczona, że musiałam się położyć. Przeleżałam prawie dwie godziny, dobrze że mama skończyła za mnie przygotowywać posiłek wigilijny. Około piątej doszłam do siebie na tyle, że mogłam usiąść do stołu. Ledwie doczekałam końca kolacji i musiałam znów się położyć. Przespałam pasterkę i zbudziłam się przed południem. Piszę ten list 20 stycznia i zapewniam wszystkich, że seans ogromnie mi pomógł. Nie dokucza mi mięśniak, jestem dużo spokojniejsza, nie dokuczają mi nerwy i ataki migreny. Jestem ogromnie zdziwiona skutecznością bioterapii. |

- Z całą rodziną przyjęłam wigilijną energię od p. Zdzisławy Wawrzyniak – pisze p. Krystyna K. z Chorzowa. – Znam tę uzdrowicielkę od kilku lat, gdyż bardzo mi pomogła w różnych dolegliwościach. Poznałam ją na katowickich targach „Bliżej natury, bliżej zdrowia”, a potem porozumiewałyśmy się korespondencyjnie. Najgorszym moim kłopotem był nieustanny lęk. Bałam się nie tylko wychodzić z mieszkania, ale także obawiałam się wszystkich nieznajomych ludzi. Spożywałam duże ilości leków psychotropowych, w pewnym okresie byłam od nich uzależniona. Zażywałam ich nadmierną ilość, nieraz połykałam na zapas. Zniszczyłam przez to wątrobę, nie mówiąc o psychice. Ciągle chodziłam zmęczona. I właśnie na katowickich targach trafiłam do pani Zdzisławy. Rozmowa z nią była przełomem. Przekonała mnie że mogę się wyleczyć i stać się normalną. Przez trzy miesiące przesyłała mi energię i czułam się coraz lepiej. Nie zapomnę radości, kiedy lekarz zredukował mi ilość zalecanych psychotropów, a w końcu zezwolił na zakończenie kuracji. Lęki minęły bezpowrotnie, wątroba została odtruta. Pani Zdzisława pomogła też memu mężowi i kuzynce. Nazywamy ją naszym domowym uzdrowicielem. |

- Na przekaz wigilijny p. Zdzisławy Wawrzyniak czekałam niecierpliwie – informuje w liście p. Halina K. z Torunia. – Od grudnia 2008 roku, pani Zdzisława Wawrzyniak opiekuje się mną na odległość. Jestem chora na nowotwór płuc, który przerzucił się do innych organów. Wypisano mnie ze szpitala, lekarz wyjaśnił, że guz jest nieoperacyjny. Została z wyrokiem skierowana do domu. Przyznam, że na zewnątrz nie wyglądam najgorzej i mało kto wie, że jestem w tak ciężkim stanie. Teraz walczę o życie bez pomocy medycyny konwencjonalnej. Zażywam mikroelementy TP – 1 i TP – 2 i korzystam z przekazów energii pani Zdzisławy. Minął rok od mojego wyroku, a ja nie czuję się gorzej niż w momencie opuszczenia szpitala. Powiedziałabym, że mam się lepiej. Załatwiam samodzielnie codzienne sprawy, prowadzę dom. Udało mi się rzucić palenie, mam dobry apetyt, dobre samopoczucie. Ciągle odwlekam ze zrobieniem prześwietleń i badań, ale wydaje mi się że choroba się zatrzymała, a nawet cofnęła. Obiecuję jednak, że niedługo udam się na badania i jeśli wyniki będą dobre powiadomię o tym Redakcję. |

W jednym z wywiadów Zdzisława Wawrzyniak mówiła, że energia trafia wszędzie. – Nie ma dla mnie dużego znaczenia, czy pacjent siedzi w moim gabinecie, czy też jest oddalony o wiele kilometrów. Bezpośrednia styczność nie jest tutaj konieczna. Uzdrawianie na odległość jest tak samo skuteczne, jak tradycyjny seans bioterapeutyczny, potrzebuję do niego tylko zdjęcia chorego. Często zdarzało się, że pacjent, którego uzdrawiałam, leżał w szpitalu w jakimś innym odległym mieście, a jednak podczas przekazu energii reagował tak samo, jakby był przy mnie. Pomogłam w ten sposób już wielu osobom.
Jednym z dowodów jest przypadek p. Teresy, która uniknęła operacji. – Po badaniu USG – wyjaśnia w liście – wykryto u mnie w lewej piersi torbiel znacznych rozmiarów. Lekarz stwierdził, że narośl jest tak duża, że wymaga chirurgicznego wycięcia. Wyznaczono mi termin operacji, który przypadał za kilka miesięcy. Bałam się zabiegu. Postanowiłam wcześniej skorzystać z pomocy bioterapeuty. Nie przypadkiem mój wybór padł na panią Zdzisławę Wawrzyniak, gdyż pomogła ona już kiedyś na odległość pozbyć się mojemu mężowi uporczywych bólów żołądka. Przekazy energii odbywały się przez dwa miesiące, po czym zgłosiłam się na kontrolne badania. Nie wykazywały nawet śladu żadnej torbieli. Lekarz nie chciał w to uwierzyć i nakazał powtórzenie badań. One również przyniosły wynik negatywny. I podczas tej kuracji nie widziałam się osobiście z p. Zdzisławą.
Czy są niedowiarkowie działań na odległość? Owszem. Pani Zdzisława tak to kwituje: - Niedowiarkom i ludziom napadającym na nas mówię: W żadnym wypadku nie powinniśmy mówić „nigdy”. Przede wszystkim musimy być otwarci na wszystko co nowe. I wykorzystywać to dla swojego dobra. |

- Serdecznie proszę o więcej takich akcji przekazu energii na odległość – oto fragment listu p. Marii z Tczewa. – Od Wigilii czuję się dużo lepiej psychicznie i fizycznie. Żyję z symbolicznej renty i nie stać mnie na płacenie uzdrowicielce. A trzeba byłoby jeszcze dojechać i szukać terapeuty w nieznanym mieście. W moim przypadku kiedy nie wychodzę z mieszkania, jest to niemożliwe. Jestem ogromnie wdzięczna za tę pomoc. |